J. jest nieobecna, a w sumie to w ogóle jej nie ma. Gdzieś zniknęła, nie ma jej cienia. Nie ma jej i jej rzeczy, och jej…
Wszyscy się kurczymy, i kury i rymy i my. Zostanie z nas tylko skóra, po kurach pióra. A rymy znikną zupełnie, poezja zblednie aż do białości wierszy. Wszy wszendobylskie szwendać się będą po twej głowie w cichej zmowie, wiercąc, ryjąc, podgryzając, aż zjedzą ciebie całą.
Weź się wreszcie ogarnij, wszy z głowy zgarnij, pójdź do księgarni, tam kup sobie poradnik: “Rady spod lady Lady Gagi” i może jakiś podręcznik . Podręcznik pod ręką ułóż, weź nóż i przetnij ręcznik, część obwiń dookoła ucha , a resztą chwyć garnka ucha, bo z niego para bucha, więc go przestaw, uch! Jak go przestawisz to się nastaw i rozruszaj stawy, bo nad stawem musisz się stawić, aby się sobie przedstawić. To droga do poznania samego siebie, moja droga, Twoja droga, lecz niekoniecznie do Poznania. To wyprawa wgłąb własnej duszy, wśród leśnej głuszy, gdzie tylko gołąb siedzy na gruszy i grucha, która właśnie spadła. Upadła i się rozbiła, tak leżąc zgniła… To byłaś Ty moja miła, coś się tak leniła, wisiała, dyndała, obijała, coś wreszcie spadła. Zepsuta teraz się kleisz do buta, krok w krok pod nim chodzisz, nie widać Cię ponad chodnik.
To będzie wpis o tym co się robi w święta i troszkę też będzie o tym czemu tak a nie inaczej.
’szeroki kąt’ i winietki sponsoruje obiektyw Kejti G.
W święta się odsypia…
*
…robi się pranie i zajmuje małym psem…
*
…i dużym psem też się zajmuje…
*
…no i średnim psem przecież też.
*
W święta groby się sprząta…
*
…i groby się odwiedza.
*
Jednak w święta robi się również coś innego.
W przerwach między spaniem, jedzeniem, dbaniem i odwiedzaniem…
Można się potarzać w liściach!
*
*
*
*
*
*
*
W święta z pewnością nie wolno się uczyć, a już w ogóle łaciny. To szkodzi zdrowiu. W święta należy czas sobie uprzyjemniać i urozmaicać ale tak, żeby był luzik, wiadomo!
Na zdjęciach uwieczniona Tyna, czyli kuzynka Martynka.
Pozdrowienia dla niej i jej permanentnej trzeźwości!
1.Muszę wymienić zamek w drzwiach i numer telefonu, słabo. Okrutny los kopnął mnie w dupę i sprawił, że ktoś bezkarnie podpieprzył mi torebkę.
2.Nie potrafię rozgryźć usosu, za to on powinien pogryźć mnie na kilka kawałków, tak abym mogła spojoknie siedzieć na wszystkich zajęciach, nie martwiąc się o to, że właśnie powinnam być również salę obok, a wychodząc z zajęć nie musiałabym się teleportować w ciągu minuty z ul. Grodzkiej na ul. Jagiellońską. To byłoby słuszne, a mało tego, jakaś część mnie mogłaby wtedy siedzieć spokojnie w domu ucząc się angielskiego, niemieckiego, włoskiego, francuskiego, rosyjskiego no i łaciny (sic! “nie muszą państwo znać tych wszystkich języków, ale dobrze by było, bo nie wszystkie lektury obowiązkowe są tłumaczone na polski.”).
3.Panie w jubilacie nie chciały mi dziś sprzedać sera. Podobno właśnie myły krajarkę, co jak zapowiedziały, zajmie im jeszcze maksymalnie godzinę. Za to kupiłam masło w promocyjnej cenie, pięć groszy tańsze niż zwykle. To się nazywa interes.
4. Domofon jak nie działał, tak nie działa. Ale Pan Brożek(elektryk) przynajmniej zagipsował i zamalował ścianę na klatce, tak żeby pan domofonista (o ile kiedykolwiek się pojawi) mógł na nowo całą ścianę rozpieprzyć.
5. Zamykają (na czas remontu) w listopadzie moje miejsce pracy. Czyli znów zostanę bez gotówki.
6. Chłopak Jagody śmierdzi fermentem i starą parówą, trzeba chyba się już z nim pożegnać.
Oto on i reszta rodzinki- dzieło podgórzan…inów? No w każdym razie wykonali drukarze.
*
Dobra, koniec, bo wpadnę w doła, a podręczna drabina, która zawsze mnie ratuje z takich opresji, właśnie uległa autodestrukcji i nie wyjdę.
Z wesołych rzeczy… hm… zostałam zaproszona do domu:
fragment rozmowy telefonicznej
“Kasia: Tato, czy mogłabym ciebie poprosić, abyś zapakował mi kozacze i płaszcz w jakąś paczkę i wysłał? Bo zaczyna się zimno rozbić.
Tata: Weź nie rób jaj, nie będę ci żadnych paczek robił. Jak chcesz buty i płaszcz to sobie przyjedź do domu i weź.”
(tak więc chyba jutro wsiądę w trambaj bimbaj i podjadę do domu, bo mi chłodno wieczorami)
A tak to się relaksujemy z Jadzią, bo jej też się wszystko w życiu układa :}
Mia czasem nie podlega prawom grawitacji,
trzeba ją trzymać na smyczy, bo mogłaby odlecieć.
*
Dobry piesek.
*
*
*
Podryw na plantach
*
Acha, bo w ogóle jakoś tak z dnia na dzień zrobiła się jesień.
Tak więc (nie wolno zaczynać zdania od “no więc”) stało się to wczoraj. Jeden, drugi, trzeci, i wszystkie naraz zaczynąją hałasować, jakgdyby każdy grał kiedy mu się podoba swoją improwizację. I gitara i harfa i skrzypce, wszystko. Wybuch dźwięków, wielki hałas nagle układa się w melodię, piękną, harmonijną, doskonale znaną melodię. Wyciszania, solówki, improwizacje, rywalizacja o bycie ponad, cicha kołysanka klawiszy i łomot perkusji. Wszystko popłynęło wciągając za sobą publikę Ach… i ten głos…. Trochę jak tubalny gospel, głęboki, mrucząco jazzowy, czysty i gładki, miodowo chrapliwy, zalotny, ciężki i lekki…
POCZĄTEK
KONIEC
*Dziękuję Jagodzie za pomoc przy spełnianiu marzeń.
Wreszcie się doczekaliśmy tego wspaniałego wydarzenia, oto pojawiła się i robi furorę wśród Krakowian! Artystka nie ma wielkich wymagań, wszystko jej się podoba, zwłaszcza zachwycona jest starym miastem i plantami. Upodobała sobie zabawy z żyrafą, nawet z nią sypia. Relaksuje się leżąc na chłodnej podłodze w nowym mieszkaniu.
Proszę państwa, oto MIA!
*
Mia jest u nas zaledwie jeden dzień, a już się zadomowiła. Co więcej, merda ogonkiem, kiedy do niej mówimy.
A ogólnie jest niemową, jedyny dźwięk jaki z siebie wydała do tej pory, to kichnięcie…
Tak, jestem już w Krk. Znów. Stety. Niestety. Hm… Moje nieumiejscowienie wzmaga moją nieokreśloność. Będąc w domu brakuje mi Krakowa… i odwrotnie. No i oczywiście przez moje myśli wielokrotnie przewija się Trzcianka. Łapię się sama na tym, że wciąż gonię za moimi tęsknotami. Wyidealizowane wizje przeszłości umiejscowione w przyszłości.
Trochę się ze mnie bliscy podśmiechujkowywują ostatnimi czasy, odkąd wybrałam bardziej ambitną wersję mojego studenckiego życia… No ale zobaczymy. Jak się okazuje chyba połowa z nas (WOT-UJących) jest obecnie dwukierunkowa. W takim układzie nie wiem skąd te ironiczne podśmieszki na mój temat. Heh, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie ma września przed sobą.
Ale wszystko to pitu pitu. Jak jednym już lepiej to drugim niespodziewanie gorzej. Te z zakresu gorzej wykraczają poza moją wyobraźnię emocjonalną.
*
Rzepicha i Wojcieszka się przemieszkiwują. Tak więc wraz z Olgą stworzyłyśmy ‘Komitet do spraw zakłócania prac przyprzeprowadzkowych’. Już na wstępie wybuchłam dwie żarówki w łazience. Potem poszło jeszcze lepiej.
Waluszka ropuszka. Rzepak starał się z niej zrobić Monikę.
*
Po kultukralnej kolacji pochłaniamy deser. (Rzepka: “am!”- Waluszka: “umm…”)
Lody tesco value z trzybitem i Fresco różowe na przepitkę.
Jak szaleć to szaleć.
*
Ale ogólnie słabiutko z nami. O godzinie drugiej połowa Fresco wróciła
do lodówki, końcówka lodów dogorywała w opakowaniu zamieniając się
w lodową (lodową!) papkę. A my sennym krokiem zatoczyliśmy się na materac.
Nad ranem zamieniliśmy się w duchy.
*
Przyszedł Wojcieszka, dokończyliśmy Fresco, którym to popijaliśmy wykwintne śniadanie. Jakieś osoby się pojawiały i znikały, wino przybyło, kuchnię nawet udało nam się z doprowadzić do ładu i składu, pranie się zrobiło i no jakoś tak od razu lepiej żeśmy się poczuli. Jak już tak wyśmienicie się poczułam, to Rzepa mnie opieczętował czymś z czerwonym tuszem i wtedy dopiero uświadomiłam sobie mą (nie)świeżość. Chyżo zmyżając do domu z każdym krokiem wzrastała we mnie potrzeba wzięcia prysznica. A tu suprajs, kupa ludzi stoi i wygina szyje jak łabędzie w stronę mej ulicy, wydając z siebie odgłosy “ooaa… jej… ale co tu się dzieje..? jeeeej.”. Złe przeczucie ukuło mnie w serduszko i ścisnęło płucka. Karetki, pogotowie, policja i te czarne teletubisie, a wszyscy oni w przestrzeni owiniętej żółtą tasiemką, która, (jak to mi zaraz pan policjant wyjaśnił) ogranicza przejście każdemu zwykłemu śmiertelnikowi. “ale proszę pana- zaczynam polemikę- ja tu mieszkam! Pan policjant: niestety,musi iść pani dookoła. Ja: och nie, ja mieszkam tutaj, te okienka- w tym momencie zamaszysty gest prawicą w kamienicę- to one moje są! Pan policjant: …niestety.” Zła, zapieczętowana i lepka udałam się do Wali przeczekać bombę pijąc kawę.
Czy ktoś z was pamięta może Prońcia za czasów jego młodości? Wyrósł na krzepkiego czyściciela, odspamiacza myślowego. Co prawda w poprzedniej edycji Prontek doczekał się tylko dwóch wpisów (chyba)… Ale przetrwał i ma się dobrze Oto ku przypomnieniu wstawiam zdjęcie z wczesnej młodości Proncia:
*
Tymczasem Prońciuję już pół roku. Nieźle. Jadę na wakacje, nad morze! Wiem, wiem, nie wierzycie, ale jadę! Jestem podekscytowana, zobaczę plażę! I mewy, piasek ojeju jeju! Będę spała w Gdyni, ale może pojadę na wycieczkę do Gdańska, do sopotu nie pojadę, za daleko…
Ogólnie znikam do końca sierpnia, w Trzycieście będę do 15. Czymajcie siem fszyscy, życzę wam, abyście polubili jajka sadzone… fpytkę.
Zaczęło się niewinnie. Potrzebowałam zmiany. Wraz z potrzebą zmiany nadeszła autodenominacja. Potem wszystko potoczyło się jak te kolorowe sprężynki z plastiku toczą się po schodach, raz tak, potem siak i na opak robiąc fikołki. Po rozczłonkowaniu wszelkich elementów, dokładnej ich sekekcji i wyrzuceniu tych zbędnych, przeszłam do następnego etapu. Wyrównanie gruntu, zalanie fundamentów, wreszcie do meritum rzeczy.
Po wielu trudach, poświęceniach, wyrzeczeniach, osiągnęłam wymarzony cel. Otarłszy pot z czoła zaczęłam analizować geniusz mego dzieła. A był on zaskakująco doskonały. Dobitna w swej perfekcyjnej precyzyjności konstrukcja językowa. Spojrzałam w lustro. Jedyne, co pozostało, to weryfikacja użyteczności. Skupiłam wzrok w punkcie, gdzie odbijały się moje usta. Ujrzałam idealnie symetryczną rurkę, nieśmiało wychylającą się przed linię warg. Wszystko szło wedle założonego planu. Natężyłam wszystkie myśli, nerwy, mięśnie, struny głosowe… Wzięłam głęboki oddech i wycedziłam przez machinę rurkową:
Po zjedzeniu dobrego obiadu można iść w świat. A nawet na jego koniec. Żeby iść na koniec świata należy stanąć prosto, najlepiej na baczność. Wyznaczyć azymut na koniec świata, najłatwiej to zrobić patrząc się wprost przed siebie. Następnie wykonać krok w tył.
Jeżeli nigdy wcześniej tego nie skonstatowaliście, to znaczy, że prawdopodobnie nigdy nie jedliście wystarczająco dobrego obiadu.
piosenka końca świata
*
Ogłoszenia parafialne:
Chciałabym oficjalnie przeprosić Martę Dablju za moje parszywe zachowanie, tj:
-ignorowanie telefonów,
-braku reakcji na wiadomości tekstowe,
-ogólne sprawianie wrażenia swą postawą, że mam ją (i innych) w dupie.
Marto moja droga (asfaltowa), nie mam Cię w dupie, jesteś za duża i prawdopodobnie byś się nie zmieściła, więc siłą rzeczy Ciebie się nie da mieć w mojej dupie. Jak już Ci wyjaśniłam, że nie mam Cię tam, gdzie myślałaś, że Cię mam to Ci powiem co mam innego. Mam problem. Pamiętasz nasze obracanie? Ja od pewnego czasu obracam oba “for luck”. Niestety bezskutecznie. Obracam i obracam, zrezygnowałam z drugiej (choc równie kuszącej opcji) na rzecz wspomnianego “for luck”… i nic.
Presja upływającego czasu osiada na mnie, dociskając moje podbrzusze do ziemi. To podobno nazywa się stresem. Dla mnie to, najprościej ujmując, dodatkowe 10 kilo, które skutecznie spowalnia moje procesy życiowo-ruchowe. O 10 minut za późno wstaję, o 10 minut za późno wychodzę, jestem zawsze 10 minut po planowanym czasie. Przestawiłam więc budzik o te nieszczęsne 10 minut, w celu okłamania czasu. (Okazało się, że to jednak nie czas jest problemem, tylko ja i to moje 10 minut, które przemieniło się w dodatkową “drzemkę”.) Obecnie jestem na etapie oszukiwania samej siebie, że wcale go (budzika) nie przestawiłam, co niby ma działać motywująco do rzeczywistego zerwania się z łóżka wraz z sygnałem. Nawet działa.
Motywacja… co do niej… Wydarzenia ostatnie i te nie-ostatnie, ogólnie wydarzenia związane z moimi działaniami, i działaniami wpływającymi na mnie, skłoniły mnie do refleksji. Aż głupio mi się zrobiło jak uświadomiłam sobie tak bardzo banalną, wręcz prozaiczną rzecz. Mianowicie: moje (nie)działania ograniczały się do biadolenia i obiecywania sobie, że owszem, że zrobię, że pójdę, że sprawdzę, że wezmę udział, że przygotuję. Dupa, nie ma. Zorganizowałam więc osobistą, jednostkową akcję społeczną. Akcję społeczną, gdyż efekty tego przedsięwzięcia prawdopodobnie w jakiś sposób wpłyną (oby pozytywnie) na otoczenie. Mechanizm działania jest prosty: “chcesz coś zmienić? zacznij od siebie”. Akcja, o której piszę, nie została jeszcze oficjalnie nazwana, aczkolwiek jedyne co mi przychodzi do głowy to: “KASIA! KOPNIJ SIĘ W DUPĘ!”. I tak się kopię w tą moją mentalną “dupę”, tyle razy ile nachodzi mnie TO uczucie pod tytułem “nicmisięniechce”. Czyli przeciętnie sto razy dziennie.
Ogarniam się, układam, hierarchizuję. W miarę rzeczywistego działania czuję się coraz lżejsza, ramiona mi się unoszą i mam wrażenie, że dam radę. Że się powyrabiam na czas, że napiszę zarówno prace jak i przed sesją zaliczę współczesną.
Tymczasem uczę się patrzeć bezkrytycznie na ludzi. Kraków bardzo mi w tym pomaga, podsuwając przypadkowych ludzi, którzy zaczepiają losowe isoty w celu skonsultowania uroków/ problemów natury egzystencjalnej
-”Witam cudną, młodą damę! Cóż za piękne uczesanie..! I ta apaszka… Czy byłaby pani skłonna dofinansować piwko? siedemdziesiąt groszy, szanowna pani, potrzebne mi jest” – “Wie pan, siedemdziesiąt groszy to 1/6 tego co dziś uzbierałam z napiwków przez 8 godzin pracy”- Ach, to wielmożna pani się nie kłopocze, życzę miłego wieczoru w tak piękną noc”
-”A kto to wraca tak późno do domu..?
- ja
- och, a skąd?
-z pracy
- a kto to tak późno pracuje?
-studenci
-a co pani studiuje?
-wiedzę o teatrze
-aach! Teatrologia… otwarta w 76′… pamiętam! Piękne czasy, byłem wtedy na drugim roku, syn mi się urodził, z żoną w akademiku mieszkaliśmy, tak, pamiętam, w piaście, pokój 128 na szóstym piętrze! Rano młodego pod pachę, do windy, ciach go do żłobka, szybko na stołówkę i pędem na zajęcia… 180 złotych miesięcznie i życie jak w madrycie, tylko zero prywatności, bo to ciągle ktoś stuk puk w drzwi i na kielonka ciągnie. Ech, a teraz tylko rower mi został, ale staram się cieszyć życiem… (…) Syn ma biznes w Angli, to tam siedzi, czasem go odwiedzam, ale wie szanowna pani, nawet mi pokój na strychu urządził! Tu każdy o mieszkanie waczy, a tam każdy ma swój domek. Koszmar, rozumie pani, te domki, na tych ich avenue’uach… stoi sześćset identycznych domków, wszystkie białe drzwiczki, idealne trawniki, równe żywopłoty, obłęd. Raz się tak zgubiłem, że w końcu policja mnie znalazła, a że karteczkę miałem z numerem domu, to mnie odwieźli. Wtedy syn drzwi pomalował, rozumie pani, żebym wiedział, który to mój dom. Na zielono je pomalował. Idą potem ludzie chodnikiem i się dziwią, krzywią, że paskudnie, że to nietutejsi mieszkają… (…) “
Zdecydowanie krakowscy menele są niesamowicie obyci, elokwentni a nawet języki obce znają. Nigdy nie mów po angielsku do żula, bo on prawdopodobnie zna ten język lepiej niż ty. Czasem wdając się w rozmowy uliczne można poznać prawdy życiowe, usłyszeć o innych kulturach, o tym, że pijąc samowar w niezliczonych ilościach nie ma się kaca, że jutro będzie padał deszcz, że obecnie pyli lipa i topola, że ktoś zalewa smutki bo umarł jego jedyny przyjaciel- Fred- ukochany kundel, że kaczory to bardziej “kaczki pokraczki” a jaj ani nie mają, ani nie znoszą, że paradoksalnie piwko drożeje, chociaż kryzys jest i ludzie nie mają pieniędzy…
*
I znów cudowne trzy dni minęły zbyt szybko…
(pra)Babcia Hela obchodziła dziewięćdziesiątkę :
Ta kobieta przeżyła to, co dla mnie jest niewyobrażalne.
*
Munia moja
*
Daddy- człowiek wielkiego słowa
*
Ciotka klotka
*
Agata pozorująca zdziwienie
*
Odwieczna zagadka dotycząca relacji Bobka z Buką została oficjalnie rozstrzygnięta…
Ponadto odkryto magiczną właściwość Buki:
Z jej paszczy wydobywa się porcjowane mleczko do kawy marki łaciate.
*
Nie mogłam się powstrzymać
Marta powiedziała, że jestem głupia, facebook natomiast określił to mianem “dziwności”.
Oboje kłamią, ze mną wszstko jest… normalnie.
Ach! Wspaniałą fryzurę zawdzięczam Jagodzie oraz (przypadkowo) Katarzynie…
Za co im serdecznie dziękuję, bo tym niespodziewanym wybrykiem sprawiły mi wielką radość
*
Michał przyłapany na suszeniu włosów
*
Kosmiczne kwiaty(?) wychodowane przez ciocię Elę
*
Tak, też uważam, że są dziwne
*
Ostatnio Olga (ta Olga od tych dwóch Olg) zapuściła filmik. Podobno znany, ale ja jako osoba mająca tyły w każdej dziedzinie życia i tego nie widziałam. Przekazuję więc dalej dla uciechy społecznej.
(Instrukcja obsługi: Usiąść wygodnie, spożyć napój alkoholowy, odczekać odpowiednio długą chwilę, aż do przyjemnego wirowania niteczek i kłąbków nie-myśli w głowie. Następnie kliknąć trójkącik w lewym dolnym roku kolorowego prostokącika. Należy podążać wzrokiem za migającymi obrazkami nie myśląc przy tym zbyt wiele.)
“Nie niszczmy jamniczka. Bo to błardzo skłomplikowane