dżem dobry

03/11/2011

Witam. Obecny miesiąc znajduje się w kompilacji literek „DŻ”. Zbitka tych dwóch znaczków określa wszelkie czynności, które podejmujemy oraz okoliczności ich zdarzeń .

Listopad, jako miesiąc późnojesienny, można obliczyć w ilości zjedzonych przez nas (konsumentów) przetworów zasłoikowanych latem. Im więcej zawartości słoiczków staje się zawartością naszego brzuszka, tym większa jest cyferka  w kalendarzu miesiąca listopada. Jedząc babcine ogóreczki i zapijając kompocikiem przywołujemy smaki słoneczne, które jednak trącą nutką przetworowego zimna.  Listopad jest miesiącem jesiennym, ponieważ jest okresem przejściowym lata w zimę, dlatego też należy jeść duDŻo DŻemorku, najlepiej oczywiście babcinego.  Odchodząc od stołu należy poDŻemkować.

Tyle o DŻ-kulinariach.

Pogoda. Wiadomo, jesienią, zwłaszcza w listopadzie jest niezmiernie DŻDŻyście.

Sport. Jako, iż jesień nastraja nieco depresyjnie, nie należy się przemęczać, dlatego zaleca się dużą ilość DŻemek.  Jesienią natomiast odradza się biegania. Od biegania człowiek się męczy, bolą go nogi, poza tym może się poślizgnąć i nieszczęśliwie wpaść na jakieś, niedajboże, DŻwi.

Przyroda. Listopadem DŻewa gubią liście oczywiście.

Chyba tyle.  Ewentualnie naiwny laik rzeczywistości może ogrzewać sobie ręce o ciepły z herbatą czajniczek i wyobrażać sobie, że od pocierania wyleci z niego DŻim. Niestety, ku rozczarowaniu tego grona osób zmuszona jestem uświadomić ich,  iż tak się nie stanie.  Lepiej więc napić się herbatki z DŻinem. Spełni on życzenie o magicznym zaniku nękającego kataru.

Ach, nawet Jedi, piesek, który zagania DŻewa w lesie ( jak przystało na psa pasterskiego) reaguje na „DŻ”, on wie o co choDŻi

Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy majaczą z zimna, Kasia

Nonkonformistyczny Konformista

18/08/2011

Czy robicie czasem coś dla komfortu psychicznego nie zważając na cielesną niewygodę?

*

 

 

Zapewne

Wakacyjne Trzciankowanie Tradycyjne

17/08/2011

Owszem, moje życie wygląda następująco: Praca-Praca-Picie.  Odeszła mi szkoła w weekendy, więc sobota i niedziela wygląda następująco: Praca-Picie. Lubie to. Jednakowoż wyrwałam się na urlop :)

Oczywiście, Trzcianka. Oczywiście Marta Wieloch i Katarzyna Janczewska to zgrany duet PGB i LGB.

Wyruszyliśmy, wiatr we włosach muchy w zębach

*

Dzielnie rozpaliłyśmy gryla,

była karkówa, pieczone ziemniaki, warzywa prosto z babcinej grządki i

obowiązkowo- Noteckie Eire.

A i czosnek z domieszką dipa mojej roboty :}

*

Scena miłości

W rolach głównych: Babcia Zet i Kasia Wstawiona.

*

Potem zostałam Czosnkową Wróżką w Królestwie Kopru.

*

Przyczajony tygrys ukryty kuper w koprze

*

Ciocia E.  ma pole na którym to uprawia trawnik.

*

A to pole ja pier***

a ta przepióreczka :D

*

Żona Flinstona!

*

A ta żona zarażona,

a ta przepióreczka… :D

Przepraszam, koniec już z przepióreczką.

*

Warszawska Sarenka.

Trzcianecka Syrenka.

*

Trip to Nowa Wieś.

*

Ciocia A. ma pole na którym to uprawia chabry.

*

Wiła wianki i wrzucała je do falującej trawy.

*

Wielkowiejska moda.

*

Marto smaż się w tej Turcji wiedząc, że Cię Kocham :)

Zakochałam się

17/08/2011

Na imię mu Alter.

Nazwisko brzmi  Ego.

Kocham ja Jego.

*

*

*

Tak to właśnie się z Karolem zastanawialiśmy jakby to było gdyby…

no i zostałam facetem ;)

Nie na długo jednak, broda i brwi  zostały wydepilowane wodą i było już po normalnemu.

*

*

No i piękny staromodny portret koniecznie.

Tyle o mojej schizofrenii. Na dziś.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.