Witam. Obecny miesiąc znajduje się w kompilacji literek „DŻ”. Zbitka tych dwóch znaczków określa wszelkie czynności, które podejmujemy oraz okoliczności ich zdarzeń .
Listopad, jako miesiąc późnojesienny, można obliczyć w ilości zjedzonych przez nas (konsumentów) przetworów zasłoikowanych latem. Im więcej zawartości słoiczków staje się zawartością naszego brzuszka, tym większa jest cyferka w kalendarzu miesiąca listopada. Jedząc babcine ogóreczki i zapijając kompocikiem przywołujemy smaki słoneczne, które jednak trącą nutką przetworowego zimna. Listopad jest miesiącem jesiennym, ponieważ jest okresem przejściowym lata w zimę, dlatego też należy jeść duDŻo DŻemorku, najlepiej oczywiście babcinego. Odchodząc od stołu należy poDŻemkować.
Tyle o DŻ-kulinariach.
Pogoda. Wiadomo, jesienią, zwłaszcza w listopadzie jest niezmiernie DŻDŻyście.
Sport. Jako, iż jesień nastraja nieco depresyjnie, nie należy się przemęczać, dlatego zaleca się dużą ilość DŻemek. Jesienią natomiast odradza się biegania. Od biegania człowiek się męczy, bolą go nogi, poza tym może się poślizgnąć i nieszczęśliwie wpaść na jakieś, niedajboże, DŻwi.
Przyroda. Listopadem DŻewa gubią liście oczywiście.
Chyba tyle. Ewentualnie naiwny laik rzeczywistości może ogrzewać sobie ręce o ciepły z herbatą czajniczek i wyobrażać sobie, że od pocierania wyleci z niego DŻim. Niestety, ku rozczarowaniu tego grona osób zmuszona jestem uświadomić ich, iż tak się nie stanie. Lepiej więc napić się herbatki z DŻinem. Spełni on życzenie o magicznym zaniku nękającego kataru.
Ach, nawet Jedi, piesek, który zagania DŻewa w lesie ( jak przystało na psa pasterskiego) reaguje na „DŻ”, on wie o co choDŻi
Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy majaczą z zimna, Kasia





















